środa, 29 marca 2017. Imieniny Marka, Wiktoryny, Zenona

Biegnący Wilk prawdziwą wolność znalazł na wsi

2010-12-26 08:30:22 (ost. akt: 2010-12-26 14:51:58)

Autor zdjęcia: Paweł Kicowski

Na dzikich jeszcze Mazurach, niedaleko miejscowości Banie Mazurskie, znajduje się Republika Ściborska. Właśnie tam mieszka „Biegnący Wilk” Dariusz Morsztyn, który kocha przestrzeń, psy i wolność.

— Czym właściwie jest Republika Ściborska?
— Republika Ściborska jest takim małym państwem. Proklamowana została cztery lata temu. Pomysł jej stworzenia związany jest z przepiękną kartą polskiej historii. Chodzi mianowicie o próbę założenia w 1914 roku pod Zakopanem przez Andrzeja Małkowskiego, twórcę polskiego skautingu, takiego państwa dla harcerzy i skautów. Miało ono nazywać się Rzeczpospolitą Podhalańską. To był początek wybuchu pierwszej wojny światowej. Wówczas taki pomysł to była niezwykła, ale i przepiękna rzecz. Niestety, nigdy nie został wcielony w życie. Zawsze jednak mnie intrygował i w jakiś sposób realizujemy go wspólnie z żoną i dziećmi właśnie w Republice Ściborskiej. Przede wszystkim chcieliśmy stworzyć miejsce, które będzie epatowało dobrą energią, które będzie edukacyjnie oddziaływało na innych, miejsce gdzie będą rodziły się świetne projekty. Tym właśnie jest nasza rodzinna Republika Ściborska. Bardzo staramy się realizować naszą przybraną misję. W związku z tym także zasady, jakie obowiązują na terenie republiki są w pełni do tego dostosowane. Jest to teren bez alkoholu, bez wulgarnego słownictwa i bez tytoniu. Jest to też pewnego rodzaju azyl dla zwierząt.

— Właśnie, świadczy o tym chociażby zakaz jedzenia mięsa w Republice.
— Teren jest wegetariański. To jest związane z tym, że od lat zajmujemy się prawami zwierząt. Traktujemy je jak przyjaciół. A przyjaciół się po prostu nie zjada. To jest prosta zasada.

— Ile jest obecnie zwierzęcych mieszkańców w Republice?
— Najwięcej mamy psów — 45. Część jest w naszym rodzinnym schronisku dla zwierząt. To takie zwykłe kundelki, które zostały przygarnięte przez nas. Mam nadzieję, że obecnie szczęśliwie dożywają swoich lat. Mamy też sześć kotów. Jest w Republice także siedem koni. Większa ich część to również zwierzęta schroniskowe, które mają za sobą tragiczne przeżycia. Zostały przez nas wykupione z rzeźni. Mamy jeszcze starą pasiekę założoną jeszcze w 1935 roku. Ciekawostką jest, że działa do dziś bez przerwy.

— Jednak chyba szczególne miejsce zajmują psy zaprzęgowe?
— Zaprzęgi to nasza pasja! Mamy trzy rasy zaprzęgowe: alaskan malamute, syberian husky i alaskan husky. Kiedyś organizowaliśmy na naszym terenie sporo zawodów psich zaprzęgów. To były krótkie dystanse. Jednak ta dyscyplina stała się w Polsce bardzo wyczynowym sportem, nastawionym niezbyt humanitarnie do zwierząt. Dlatego postanowiliśmy się z tego wycofać. Teraz realizuję się w tej pasji, organizując różnego typu wyprawy na północy Europy. W ostatnich latach brałem udział w bardzo trudnym wyścigu Finnmarkslopet w Norwegii. W zeszłym roku, jako jedynemu Polakowi, udało mi się ukończyć trasę o długości 500 km. Mam nadzieję, że w przeciągu najbliższych wystartuję na dystansie 1000 km. Takie wyścigi to zmaganie ze samym sobą w towarzystwie przepięknych i mądrych zwierząt.

— Długo trwają przygotowania do startu?
— Przede wszystkim nie jestem zawodnikiem wyczynowym. Traktuję to raczej hobbystycznie, jako wielką przygodę. Jednak mimo wszystko, trzeba zdobyć odpowiednią sprawność fizyczną. Do startu na 500 km przygotowywałem się pięć lat. Myślę, że dwa, trzy lata powinny wystarczyć, żebym był gotowy na dwa razy dłuższy dystans. Może już w 2012 roku podejmę pierwszą próbę. To jest też bardzo trudne i kosztowne przedsięwzięcie. To wydatek dochodzący do 100 tys. zł. Poza tym wiele czasu i wysiłku wkładamy w realizację innych celów. Od lat zajmujemy się wieloma rzeczami związanymi nie tylko z psami. Organizujemy badania historyczno-kulturowe i organizujemy różnego typu przedsięwzięcia edukacyjne. Prowadzimy jedną z największych kampanii ekologiczno-turystycznych o nazwie „Dzikie Mazury”. Chcemy chronić najbardziej dziką, północno-wschodnią część Mazur. Drugim naszym projektem, nad którym teraz pracujemy, jest Muzeum Leśnych Ludzi. Zamierzamy je otworzyć w przyszłym roku. Już od trzech lat prowadzę badania na Białorusi związane z historią powstania książki „Lato leśnych ludzi” Marii Rodziewiczówny. Chcemy właśnie całą tę historię zaprezentować w formie muzealnej.

— To nie będzie pierwsze państwa muzeum…
— Nie. Od lat interesuje nas poznawanie, a potem eksponowanie wielu rzeczy związanych z kulturami tubylczymi. Dotyczy to głownie kultur Ameryki Północnej. Mamy więc już muzeum indiańskie, ale i eskimoskie. Od dwudziestu lat bowiem, kiedy zacząłem prowadzić psy zaprzęgowe, staram się zgłębiać kulturę Eskimosów. Stąd też zaczęły się u nas pojawić różnego rodzaju eksponaty, które z czasem stworzyły całkiem niezłą kolekcję. Okazuje się, że to jedyna stała kolekcja eskimoska w Polsce.

— Słuchając pana można odnieść wrażenie, że mieszkacie w zupełnie dzikim miejscu. Wiele osób nie wyobraża sobie takiego życia. Czy nie mieli państwo żadnych obaw, aby w takim stopniu oderwać się od cywilizacji?
— Razem z małżonką pochodzimy z małej miejscowości Orzysz. Wychowałem się na wsi i jestem jej fanatykiem. Uważam, że prawdziwą wolność można uzyskać tyko na wsi. Życie tam jest fenomenem samym w sobie. Rzeczywiście, mieszkamy w totalnie dzikim miejscu. Można nawet powiedzieć, że prawie w rezerwacie. Możemy tu oglądać wilki, rysie i rzadkie ptaki. Mamy dwójkę synów Olesia i Jasia. Chłopcy mają kolegów i dowozimy ich do szkoły. Ale mają też swój wyjątkowy świat, który jest zdominowany jednak przez zwierzęta.

— A czy w tym wyjątkowej Republice Ściborskiej obchodzi się Święta Bożego Narodzenia?
— Święta jak najbardziej tak. Tegoroczne będą jeszcze bardziej wyjątkowe, bo w bardzo śnieżnej aurze. Oczywiście podzielimy się opłatkiem ze zwierzętami. Tak mnie nauczył mój dziadek. Jednak jest to trudne technicznie… dać opłatek 45 psom. Ale staramy się o żadnym nie zapomnieć.

Paweł Sobociński
Polub nas na Facebooku:

Komentarze (14) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. kochamhusky #164390 | 79.163.*.* 8 sty 2011 21:11

    hmm... ja mam takie zdanie w tej sprawie : kocham zwierzęta i szk0da mi ich gdy je zabijają, typu konie,krowy, swinie itp. ale niestety żeby być zdrowym mięso tzreba jesc. Poprostu dobrze by było żeby ludzie traktowali dobrze te zwierzeta zanim je zabija. Przechodza one strasznie meczarnie wiec zasluguja chyvba na bezbolesna, spokojna smierc. A nie te rzeczy ktore ludzie z nimi wyprawiaja. A juz zupelnie nie rozumiem zabijania psów, kotów itd. dla zabawy. to jest chore. Ci ludzie którzy to robią naprawde nie maja poczucia winy, sumienia. Są poprostu zwyklymi debilami. Sama mam huskiego :D i nie wyobrazam sobie bez niego zycia. To moj przyjaciel :d razem juz 5 lat ; ** Pozdrawiam wszytskich ktorzy kochaja zwierzeta i obchodzi ich choc troche los zwierzat . ;D

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Premnathan - do piotra #155496 | 89.171.*.* 28 gru 2010 15:06

    Piotrze, myślenie o Bogu jako pozytywnej energii wcale nie jest pogańskie, tylko pochodzi ze wschodu. A czy warto do tego wracać? Nie sądzę, ale warto sobie przypomnieć.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. piotr #155493 | 188.33.*.* 28 gru 2010 14:59

    Podoba mi się wypowiedz"Swobodnego Dżordża"...szkoda,że niektórzy ludzie jak pan Dariusz opowiada o zwierzętach w taki sposób jak by były one jak człowiek.Zwierzęta są tylko zwierzętami co nie oznacza to by można sie było nad nimi znęcać,ale nie są "przyjaciółmi" których nie należy spożywać-mam na myśli menu polskie jak świnki,krówki, drób itd...Także nie uważam tego osobiście za cnotę, by powrót do jakiś pogańskich(min.tradycja Indian Ameryki Północnej)tradycji,zachowań mógł przynieść korzyści dla rozwoju i poprawy bytu społeczeństwa.Uważam,że to naprawdę fajna sprawa,że ktoś z konia przesiadł się do samochodu,że nie musimy hodować gołębi aby móc wysłać wiadomość,że ktoś kiedyś zapragną elektryczności,samolotu itp...Mam 29lat i nie zamierzam cofać się do stanu dzieciństwa,kiedy obowiązki i okoliczności "każą" mi iść do przodu.Postęp był i będzie,on przynosi korzyści i straty,ale uważam ,że myślenie w taki sposób (np.przesiądę się z samochodu na osiołka bo na nim jest mniej wypadków i mniej rozjechanych robaczków i żabek)nie przyniesie rezultatów na dłuższą metę.Mam pytanie do pana Dariusza:czy mógłby pan sprecyzować (wypowiedz w artykule) o jaką "energię"panu chodzi?Osobiście nie jestem związany z żadna denominacja kościelną w Polsce,ale wierzę,że BÓG jest osobą a nie tzw.pozytywną energią.Myślę,że nie warto wracać do pogańskiego myślenia i zachowania. pozdrawiam Piotr

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. "trawożerca" ;) #155476 | 88.156.*.* 28 gru 2010 14:36

    Żrą mięsiwo, tylko im się uszy trzęsą. Ta cała sekta też pożera mięsko, tylko tak się zżymają !!!

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Premnathan #155351 | 89.171.*.* 28 gru 2010 11:26

    Ideę bardzo popieram i chętnie kiedyś odwiedzę Republikę. Ale odnośnie tego (nie)jedzenia mięsa, to ciekawe, czy swoje pieski i kotki też karmią wegetariańsko. Jeśli tak, jest to duża ciekawostka, o której warto powiedzieć więcej. A jeśli nie, to znaczy, że co prawda sami swoich przyjaciół nie zjadają, ale dają ich do zjedzenia innym swoim przyjaciołom, a więc mała schizofrenia. A czy wyścigi psów są dla nich męczarnią? Nie wiem, nie widziałem z bliska. Ale jazda konna i zaprzęganie koni na pewno nie jest znęcaniem się nad nimi ani ich męczarnią, więc i wyścigi psów niekoniecznie muszą tym być.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (14)

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages